Jesienne wyjazdy na sesje krajobrazowe to w naszej ekipie już tradycja. Jesień to dla każdego fotografa krajobrazowego to taki “czas żniw” ?, coś, na co z utęsknieniem czekamy. Takim właśnie wyjazdem otwieraliśmy naszego bloga, pora więc na kolejny wpis z podobnego wyjazdu do jakiego doszło jesienią 2018 roku. Po całym roku posuchy fotograficznej przyszła w końcu pora na jesienny plener krajobrazowy.
Tym razem postawiliśmy na Słowację a dokładniej mówiąc – rejon Podhradskiej Kotliny. Głównym założeniem było sfotografowanie leżącego pomiędzy miejscowościami Zehra a Spiskie Podhradie średniowiecznego Zamku Spiskiego z Tatrami w tle, Kapituły Spiskiej oraz malowniczej Kapliczki wzniesionej na wzgórzu Siva Brada.
Wyjazd w ten rejon nie był przypadkowy. Już wcześniej odwiedziliśmy te tereny w celu sfotografowania zamku na tle tatr, jednak pogoda całkowicie pokrzyżowała nam plany – zdjęcia były w zasadzie do wyrzucenia ?. Do tego zajechaliśmy Wiesiowego Forda do tego stopnia, że woda gotowała się średnio co pięć kilometrów a do domu wrócić musieliśmy na lawecie ?.
Wiesiek: To był jeden z tych wyjazdów, którego zdecydowanie nie zapomnimy do końca życia – i to nie dlatego, że przywieźliśmy piękne kadry, bo w zasadzie nic nie przywieźliśmy, ale dzięki towarzyszącym przygodom. No ale może po kolei.
Wyjazd zaczął się standardowo z wielkim optymizmem i nadziejami na niesamowite zdjęcia. W zasadzie od Krakowa do miejscowości Żehra wszystko było ok. Okolica fajna, zamek robił wrażenie. Wszystko szło zgodnie z planem. Do momentu, aż nie dojechaliśmy do miejsca skąd mieliśmy fotografować zamek na tle Tatr. Po przyjeździe na miejsce okazało się, że jest taki MYJOK, że nie tylko nie widać Tatr, ale również sam zamek był ledwie widoczny ?. Trochę nas to załamało. Nie poddając się jednak tak szybko zdecydowaliśmy, że przecież możemy pokręcić się po okolicy robiąc mały rekonesans a przy okazji poszukać jakichś kadrów, żeby nie wrócić całkiem z pustymi rękoma. Jak się okazało, nawet to nie było możliwe bo Fordzina po przejechaniu paru kilometrów zaczęła się gotować. Po krótkich oględzinach doszliśmy do wniosku, że mamy nieszczelną chłodnicę. Jakby tego było mało była niedziela, więc naprawa nie wchodziła w grę. Tak więc powolutku pokonywaliśmy spiskie wzniesienia dolewając co jakiś czas wody do chłodnicy: to z rzeki, to zwykłej kranówy branej od “lokalsów” (mieszkańców Spiszu). W ten sposób w okolicach północy dojechaliśmy do przejścia granicznego w Jurgowie. Niestety dalej nie byliśmy już w stanie jechać – samochód całkowicie się poddał ?.
Pogoda była “ciężka” – padał śnieg z deszczem a drogi były puściuteńkie. Siedzieliśmy tak w ciszy przez jakiś czas nic nie mówiąc – każdy miał już dość tego pleneru. W końcu Michał widząc wyłaniający się zza chmur księżyc krzyknął: “******** to, wychodzę, przynajmniej sfotografuję błyszczące w świetle księżyca szczyty Tatr Bielańskich”. W sumie i tak utknęliśmy, więc czemu nie, sobie myślę. Ale z drugiej strony fotografować w czasie kiedy mamy taką awarię? Bez sensu – wyszedłem z samochodu ale raczej mając w głowie łapanie stopa. I teraz napisze coś w co mi nikt nie uwierzy. Wychodzę na drogę i w oddali widzę światła samochodu, jakby dostawczego. Podbiegłem szybko i zacząłem łapać. Ku mojemu zdziwieniu zatrzymał się samochód-laweta!!! Mówiłem Wam, że mi nie uwierzycie ?. Podbijam do kierowcy, chcąc się upewnić czy dobrze widzę, a tam słyszę: “Panowie – macie więcej szczęścia jak rozumu”. Tak to był samochód-laweta, który własnie wracał ze Słowacji. Uratowani.
Kierowca wyskoczył żwawo i zaczęliśmy ładować Fordziaka na lawetę. Zajęło nam to może z 20 min i już mogliśmy jechać. Podczas jazdy byliśmy zabawiani rozmową z Panem kierowcą, który cały czas uświadamiał nas jak wielkie szczęście mamy mówiąc: “Panowie ja Wam mówię, macie wielkie szczęście, jeszcze to do Was nie dotarło jak wielkie. Na Słowacji holowanie standardową liną holownicza to jest 50 Euro mandatu. Tyle sam byście pewnie dostali za stanie na drodze”, itp, itd. Po pewnym czasie Michał chcąc chyba przysłodzić kierowcy zapytał:”A ten Sprinter to 6 biegów ma?” Ten ocknął się nagle jak poparzony, wcisnął gaz do dechy i zaczął prezentować jak to jego Sprinter sprawnie pokonuje podhalańskie górki. Ja byłem cały spocony zerkając tylko za siebie czy aby na pewno nie zgubiliśmy Forda. A Michał nie mógł opanować śmiechu. Do Krakowa dojechaliśmy grubo po północy zmęczeni, spoceni ze strachu ale cali.
Hehe, dokładnie tak było. Od tamtego momentu jak jedziemy w kierunku Tatr to wspominamy tą wyprawę. Jedynie zasmuca nas fakt, że Ford musiał iść, jak to się mówi – na żyletki ?. Dzięki niemu zrobiliśmy wiele zdjęć.
No ale wracając do tematu. Tym razem, dzięki rekonesansowi jaki zrobiliśmy podczas poprzedniego wyjazdu tutaj byliśmy nieco lepiej przygotowani. Mieliśmy wszystko dokładnie zaplanowane, skąd fotografować Zamek Spiski, Kapitułę oraz Kapliczkę. Musiało się udać.
Zanim jednak dotarliśmy do celu postanowiliśmy zatrzymać się bliżej Tatr i zrobić parę zdjęć, które prezentujemy poniżej:

Kto mówi, że nie można zrobić dobrych zdjęć krajobrazowych w środku dnia? Na zdjęciu ja (Michał) fotografujący szczyty Tatr starym poczciwym Nikonem D200 ?. Zdjęcie zostało robione z mojego drugiego aparatu ustawionego na statywie dzięki pomocy Vienka, który zadbał o kompozycję. Swoją drogą Wiesiek idealnie wybrał moment gdy chmury się rozstąpiły i zrobiło się piękne okienko na słowacką część Tatr. Lubię to zdjęcie bo pokazuje mi ono jak piękna i majestatyczna jest przyroda.
Po małym przystanku pod Tatrami ruszyliśmy w dalszą drogę w kierunku Podhradskiej Kotliny. Po przyjeździe na miejsce było już późno więc zakwaterowaliśmy się, zjedliśmy i zajęli się dokładnym planowaniem pleneru. Kwatera była bardzo blisko zamku spiskiego, miała dobrze wyposażoną kuchnię oraz fajne pokoiki na poddaszu.
Wiesiek: Tak, było wszystko ok poza tym, że właściciel przesadził z ogrzewaniem do tego stopnia, że miałem ochotę wyskoczyć prze okno żeby zaczerpnąć powietrza. Lubię ciepło ale bez przesady. Pamiętam jak obudziłem się w środku nocy bo śniło mi się, że trafiliśmy do piekła.
Hehe pamiętam doskonale. Budze się w środku nocy i nagle widzę, że na końcu pokoju siedzi Wiesiek. Pytam się go co się dzieje. A ten odpowiada mi: “K**** do piekła my trafili“. ???.
Gorąc był nie do zniesienia, ale prawda była taka, że mało spaliśmy tej nocy bo co jakiś czas ktoś z nas podchodził do okna z nadzieją, że zobaczy formujące się mgły – to na nie najbardziej liczyliśmy każdego poranka, bo marzył się nam Zamek Spiski nimi otulony.
Nazajutrz okazało się, że niebo pokryte było ciężkimi chmurami i padał mocny deszcz. Zazwyczaj taka pogoda daje wiele możliwości, bo można wykorzystać dramatyczne niebo w celu zbudowania na prawdę klimatycznych zdjęć. Po krótki zastanowieniu zdecydowaliśmy zrobić zdjęcia kapliczki na wzgórzu Siva Brada:

Jak widzicie, pogoda była mocno depresyjna, ale taką pogodę my fotografowie krajobrazowi lubimy najbardziej prawda? Był jeszcze jeden plus takiej pogody – zazwyczaj po tak mocnych ulewach następnego dnia pojawiają się przepiękne mgły. Własnie na taki scenariusz liczyliśmy, ale wiedząc jak zmienna i nieprzewidywalna jest wczesnojesienna aura, woleliśmy nie nastawiać się na super warunki zbyt mocno.
Po sfotografowaniu kapliczki podjechaliśmy jeszcze w kierunku Spiskiej Kapituły czyli Katedry Świętego Marcina (jednego z najcenniejszych i najstarszych obiektów kościelnych na Słowacji – wpisanych na listę UNESCO):

Swoją drogą – nadal nie mogę wyjść z podziwu jak Carl Zeiss APO Sonnar 135mm, f2.0 rysuje. To szkło przymknięte staje się niesamowicie transparentne idealnie nadając się do fotografii krajobrazowej. Otworzone do 2.0 daje ostry, kontrastowy obraz, lekką winietą, niesamowity bokeh i idealnie odwzorowane kolory (nieco więcej można przeczytać tutaj: Sesja z piękną Karoliną). To szkło zdecydowanie zostaje ze mną do końca moich lub jego dni.
Po sfotografowaniu Kapituły Spiskiej udaliśmy się na gorący posiłek by potem wykorzystać czas i podjechać jeszcze na miejsce z którego nazajutrz mieliśmy fotografować Zamek Spiski. Przy okazji okazało się, że znaleźliśmy nieoczekiwanie jeszcze jedną miejscówkę, z której rozpościerał się niesamowity widok. Po rekonesansie zjechaliśmy zadowoleni na kwaterę by odpocząć. Nie na długo jak się okazało, bo w pewnym momencie Vieniek zniknął by wrócić z super wiadomością: “Mamy przejaśnienie Panie”. Więc czym prędzej zebraliśmy się ponownie i podjechaliśmy pod Kapliczkę by zrobić zdjęcie Drogi Mlecznej:

Warunki do fotografowania Drogi Mlecznej nie były zbyt dobre – co jakiś czas nadciągały chmury, które ją przysłaniały. Nie był to jednak największy problem. W powietrzu unosiła się para wodna, wszędzie było czuć wilgoć – co odbiło się na spadku przejrzystości powietrza. Mimo warunków, jesteśmy zadowoleni ze zdjęcia.
Zdjęcia Drogi Mlecznej zakończyły pierwszy dzień naszego pleneru.
Kolejny dzień miał być tym finalnym dniem, w którym liczyliśmy na mgły oraz na przejrzystość powietrza pozwalające na sfotografowanie Zamku Spiskiego z Tatrami w tle. Nasze oczekiwania zostały spełnione jednak tylko w 50 procentach. Była niewielka mgła, przejrzystość pozwalająca na swobodne fotografowanie Zamku, jednak nie aż tak dobra by dostrzec Tatry – no cóż nie można mieć wszystkiego prawda? Mimo tego nie narzekaliśmy biorąc pod uwagę poprzedni nasz plener na Spiszu. Tak jak planowaliśmy – odwiedziliśmy miejscówkę, z której planowaliśmy sfotografowanie zamku. Poniżej rezultaty:


Osobiście to nie jestem w stanie zdecydować, która wersja podoba mi się bardziej. Obie mi sie podobają. Kolorowa jednak pokazuje nam z jakimi warunkami mieliśmy do czynienia. Pogoda zachowała się dokładnie tak jak przewidywaliśmy – po ciężkich ulewach zastaliśmy akceptowalną przejrzystość oraz ciekawe kolory. Nie było co prawda widać Tatr, ale co tam, nie narzekaliśmy – szczególnie mając w głowie poprzednią porażkę jaką tutaj ponieśliśmy.


Po zrobieniu powyższych zdjęć postanowiliśmy zaczekać jeszcze chwilę bo mieliśmy przeczucie, że z tych chmur może coś pokropić. Dodatkowo widząc padające światło liczyliśmy, że może jakimś cudem zobaczymy tęczę. Tak czekaliśmy i czekaliśmy aż wyczekaliśmy. Z czasem przychodzi doświadczenie i jest się w stanie przewidzieć takie warunki ?.

Po sfotografowaniu zamku było już dość późno a warunki znacznie się pogorszyły: niebieskie niebo, unosząca się w powietrzu para wodna oraz mocne kontrasty. Zdecydowaliśmy, że mamy kadry jakie chcieliśmy i pora zbierać się do domu na zasłużony odpoczynek ?.
Bonus: Wracając z pięknego słowackiego Spiszu nie mogliśmy się nie zatrzymać widząc jak popołudniowe światło zaczyna głaskać Tatrzańskie szczyty:

Dziękujemy bardzo, że dotrwaliście z nami do końca i zapraszamy po więcej wkrótce (w czasie pisania tego tekstu jesteśmy świeżo po kolejnej wizycie na słowackim Spiszu – niebawem pojawi się tutaj relacja z tego wyjazdu). Dajcie znać w komentarzach co myślicie o miejscówkach oraz o zdjęciach.
Więcej zdjęć krajobrazowych znajdziecie w naszej galerii. Zapraszamy.
Pozdrawiamy
Ekipa www.whenlighthitsground.com
robcio
6 Sep 2020Bardzo udany blog, fajne opisy dobre zróżnicowane zdjęcia, jesteście kolektywem fotograficznym, a mimo to każdy ma swój nieco indywidualny styl obróbki materiału foto. Będę odwiedzał częściej.