Sesja w opuszczonej willi w Niebylcu, część I

Sesja w opuszczonej willi w Niebylcu, część I

W życiu każdego fotografa-pasjonata krajobrazowego (i zapewne nie tylko) przychodzi taki czas, że w wykonywanej fotografii zaczyna czegoś  brakować… Czegoś nowego, czegoś co pozwoli wyjść poza utarty schemat – zwołanie ekipy, znalezienie miejsca, sprawdzenie pogody, pakowanie sprzętu, prowiantu, wielogodzinna jazda na miejsce, wspinanie się po górkach, by odkryć, że… po przeciwnej stronie wzgórza zapewne kadry byłyby lepsze ??.

Dotkliwie odczuliśmy ten brak pewnej zimy… Doszło już nawet do sytuacji, w której nie chciało się nawet wyciągać sprzętu, bo znów przed oczami stała wizja tych samych niemal kadrów z tych samych miejsc. Zrodził się wówczas pomysł, by spróbować czegoś nowego. Czegoś ze scenariuszem, czegoś co wymaga większej kreatywności oraz połączenia kilku dziedzin jak np. fotografii krajobrazowej z portretową, czy stworzenia inscenizacji, która wyglądałaby jak klatka z dobrego filmu (oj chcielibyśmy, żeby tak nasze zdjęcia wyglądały – ale powoli co celu). Postanowiliśmy zrobić mały rekonesans i znaleźć miejsce, które wpisało by się w zimową, melancholijną wówczas aurę. Po kilku dniach poszukiwań w końcu je znaleźliśmy ?. Zapraszamy Was w miejsce niezwykłe, które zapewne będziecie chcieli odwiedzić.

Mowa tutaj o małej miejscowości Niebylec położonej w województwie podkarpackim w powiecie strzyżowskim. Pewnie od razu nasuwa się Wam pytanie: co takiego ciekawego znaleźliśmy w tej małej miejscowości? Otóż oprócz tego, że miejscowość jest pięknie położona, pośród pagórków pogórza strzyżowskiego, to posiada na swoim terenie starą, opuszczoną willę, która przyciąga amatorów klimatycznych, opuszczonych miejsc oraz fotografów upatrujących w niej miejsce wymarzonej sesji. My również ulegliśmy jej urokowi.  Z zewnątrz imponuje rozmiarem, wnętrze zaś zaskakuje dobrym stanem zachowania (zważywszy na fakt, że willa od wielu lat stoi opuszczona). Mały rekonesans pozwolił nam upewnić się, czy fotografowanie tam będzie bezpieczne oraz poznać rozkład pomieszczeń. Moją uwagę przykuła ogromna ilość książek do chemii…

W drodze powrotnej zaczęliśmy zastanawiać się nad rodzajem sesji, którą moglibyśmy zrobić w nowo odkrytym, urokliwym miejscu, a ponieważ żaden z nas nie miał wtedy weny dyskusja przedłużyła się o wieczór u Vienia (nie ma jak wieczory u Vienia ?) Burza mózgów trwała, aż nagle przypomniałem sobie o książkach, które widziałem w willi. I wtedy nastała światłość! Wiesław bez słowa zniknął na moment, by po powrocie zaprezentować mi zdjęcia sprzętu chemicznego (nie przestaje mnie chłop zaskakiwać), oznajmiając jednocześnie, że jego siostra jest chemikiem, ma sprzęt i grzechem było by go nie wykorzystać. A zatem sprzęt jest, kitel jest, lampa naftowa jest… modelki brak ?. Na szczęście znam kogoś, kto był w stanie idealnie wcielić się w postać chemiczki ?. To Marta, moja koleżanka z czasów dzieciństwa, która oprócz tego, że lubi pozować, to również sama fotografuje. Krótki telefon do Marty i jesteśmy uratowani. Ostatni, najważniejszy element udanej sesji załatwiony.

W pełni przygotowani udaliśmy się do miejscowości Niebylec. Po przyjeździe na miejsce okazało się, że konieczne jest małe przemeblowanie. Znaleźliśmy jedno pomieszczenie z najlepszym światłem, jednak to właśnie ono było kompletnie pozbawione mebli. Wzięliśmy się więc szybko do roboty i zaczęliśmy przenosić meble do pokoju, w którym miała odbyć się sesja.

Właśnie tutaj chciałbym się zatrzymać i napisać coś, co zawsze chciałem napisać w kwestii fotografii, ale jakoś mi to umykało: Nie wiem co kieruje większością fotografów amatorów (no wiecie – ludzi, którzy kochają fotografować, ale z fotografii nie żyją), ale w naszej ekipie zauważyłem fajny trend – bardziej niż kadrami kierujemy się dobrą zabawą i wszystkim tym, co przy okazji fotografowania dzieje się dookoła nas – przygotowania, grillowanie, wymyślanie inscenizacji itp. A jak jeszcze uda się przy okazji stworzyć jakieś fajne zdjęcia, to już jest w ogóle super. Ciężko mi jest opisać w kilku słowach ile ciekawych ludzi się poznało i sytuacji się wydarzyło podczas naszych plenerów – ale tego się dowiecie podczas kolejnych wpisów.

To tak – na czym skończyliśmy? Wiesiek jest ze mną podczas pisania tego tekstu więc może podpowie…
Wiesiek: No tak, przemeblowanie – pamiętam dokładnie tę cholernie ciężką szafę, która nie mieściła się w drzwi i trzeba było ją nieść przez pokoje na około. Sądzę, że właśnie od tamtego momentu mam spieprzone plecy… No ale czego nie robi się dla fotografii, hehehe.
Tak, szafa była ciężka jak cholera to fakt i przyznam, że pod koniec miałem ochotę dać sobie spokój…. Po tym całym przemeblowaniu zaczęliśmy myśleć nad światłem oraz inscenizacją. Ze światłem nie było problemu, było klimatyczne, ale nie mieliśmy jeszcze pomysłu na inscenizację.
Wiesiek: No tutaj pomogła Marta, od razu rzuciła się w wir walki jak tylko zobaczyła, że udało nam się tą szafę przytargać do pokoju :). Zaczęła układać wszystkie książki, menzurki i inne szklane rzeczy w szafie. Pamiętam, że zanim rozłożyłem sprzęt i poukładałem sobie w głowie, z której strony będziemy focić, to wszystkie rekwizyty były już na miejscu.
Tak, to prawda – mieliśmy szafę w tle, a w niej książki i część sprzętu chemicznego. Przed szafą stolik, na którym stały książki oraz reszta menzurek no i stara, stylowa lampa naftowa. W sumie nie wiem skąd mieliśmy tą lampę…
Wiesiek: Lampę przyniosła ze sobą Marta. Trzeba przyznać że fajna była ta lampa, nie taka jak ta, którą mieliśmy podczas sesji w Odrzykoniu – pamiętasz?
Tak, pamiętam doskonale – paliła się jak szalona, ciężko było momentami opanować ogień.
Wiesiek: Hehehehe, pamiętam teraz doskonale. Jak szukaliśmy paliwa do tej lampy, to sprzedawca polecił nam specjalne paliwo – pieron wie, co to było – raczej paliwo rakietowe, a nie do starej lampy naftowej.
Tak, pamiętam że po kilku minutach używania jej tak się nagrzała, że pękło w cholerę całe to szkło i lampa była bezużyteczna.

Ale wracając do tematu – wszystko było już w zasadzie przygotowane. Marta przywdziała fartuch i zaczęliśmy myśleć już nad konkretnymi kadrami.
Pomysł był taki, że najważniejsze by modelka była naturalna i wczuła się w rolę oraz żeby te wszystkie rekwizyty były rozłożone z sensem, a resztę dorobi się w postprodukcji. Podczas sesji nie używaliśmy żadnego światła sztucznego – ja nie umiem/lubię posługiwać się sztucznym światłem, wolę światło zastane. Zdaję sobie oczywiście sprawę z faktu, że błyskanie jest super i daje niesamowite efekty, ale w tym kontekście mi jakoś nie pasowało. Wiesiek jakoś też odpuścił błyskanie.
Wiesiek: Błyskanie fajne, ale moim zdaniem tutaj efekt typowej sesji z lampą by się chyba nie sprawdził, bo chodziło nam o w miarę naturalny efekt – chcieliśmy dość ciemną scenerię, w której większość światła pochodziłaby z lampy naftowej.
To kwestia dyskusyjna pewnie – zwolennicy oraz profesjonaliści by tak błysnęli, że zdjęcia tylko by na tym zyskały. My jednak zostaliśmy przy zdjęciach bez błysku – chociaż uważam, że jakby z nami był Wojtek, Tomek czy Tomasz K. (szczególnie Tomasz K. ?) to bez błyśnięcia by się nie obeszło. Niestety na czas robienia tej sesji nasza grupa liczyła jedynie dwie osoby (Wiesław Chalota i ja czyli Michał Mikoś).

No to co Wiesiek? Sądzę, że resztę naszej opowieści dopowiedzą same zdjęcia zarówno te backstage jak i finalne.
Wiesiek: No tak, później było już tylko kombinowanie i praca z modelką. Ciekawa sprawą było to, że podczas całej tej sesji nie mieliśmy żadnych przygód – zazwyczaj ktoś przyjdzie, wywiązuje się dyskusja na temat tego co robimy, po co itp. Zazwyczaj pojawiają się, że tak powiem… “ciekawi” ludzie. A tutaj nic. Może dlatego, że to luty był – mróz i śnieg więc ludzie woleli spędzić czas w ciepłych domach, niż pakować się do opuszczonej starej willi, która o zmroku mogła naprawdę przyprawić człowieka o dreszcze.
Tak, ten budynek na prawdę ma wyjątkową aurę – pomieszczenia są duże i ciekawie rozmieszczone. Tutaj nadmienić również trzeba, że willa posiada niesamowitą piwnicę, w której też powstały (moim zdaniem) naprawdę super kadry, które pokażemy w kolejnych wpisach. Możemy jedynie zdradzić, że do opuszczonej willi również zawitał mnich ?.
Wiesiek: A teraz nie przeciągając zapraszamy do oglądnięcia naszych zdjęć. Najpierw krótkie przygotowania do sesji czyli taki backstage ?:

Pierwsze próby ?.

Jak widzicie, nie łatwo być poważnym podczas sesji z nami ? Wiem, bo sam próbowałem:

Moja kolej ?.

Chyba nie będzie ze mnie modela, jak sądzicie ??
Wiesiek: Nie no, jak przebierzesz się za mnicha i założysz kaptur, albo zapozujesz tyłem – to jest całkiem ok ?.
No tak – dlatego właśnie zdecydowanie wolę fotografować.

Poniżej jeszcze kilka zdjęć z przygotowań.

Konsultacje. Czy na pewno wszystko gra? ?.

 

Pani chemik sprawdza, czy sprzęt sprawny ?.

Poniżej pierwsza scena. Zamysł był taki, by zdjęcie było ciemne, aby jedynie lampa oświetlała postać modelki. Problemem było jednak zbyt dużo światła wpadającego do pokoju.
W takich warunkach wykonanie zamierzonego (nastrojowego) zdjęcia było niemożliwe. Dlatego musieliśmy zmniejszyć nieco natężenie światła w pokoju – zasłaniając okno. Nie chcieliśmy jednak by w pomieszczeniu zapanował całkowity zmrok – część światła padająca z okna pozwoliła na “odseparowanie” modelki, tak by odróżniała się wyraźnie od ciemnego tła. Po ograniczeniu wpadającego przez okno światła zaczęliśmy troszeczkę kombinować z samą lampą naftową – modelując jej światłem postać modelki. Przesuwaliśmy lampę (zmieniając jej odległość do modelki) obserwując, jak mocno wpływa na oświetlenie twarzy oraz tła. Okazało się, że zmniejszenie wielkości płomienia pozwoliło na ustawienie lampy stosunkowo blisko postaci i uzyskanie delikatnego jej oświetlenia. To było kluczowe, ponieważ pozwoliło nam na zbudowanie poniższej sceny.

Postać przed rozpoczęciem pracy rozpala lampę ?. 

Finalne zdjęcie z lampą. 85mm, F: 2.0, T: 1/100s.

Patrząc na powyższe zdjęcie, każde wprawione oko widzi, że brakuje na nim troszeczkę ostrości. Robienie ostrych, “sterylnych” zdjęć jest czymś, do czego na pewnym etapie dąży niemal każdy fotograf. Kupowanie jak najostrzejszych, idealnie skorygowanych szkieł, dbałość podczas wykonywania zdjęć (używanie solidnych statywów, wyzwalaczy itd.) by wyciągnąć jak najwięcej tej ostrości jest rzeczą dla nas doskonale znaną – szczególnie, że większość z naszej grupy fotografuje krajobraz. Z czasem jednak ta “moda” przemija i zaczyna się dostrzegać, że ważniejsze niż ostrość stają się: światło, pomysł oraz dbałość o szczegóły. To powoduje, że z czasem ostrość staje się narzędziem. Czasami zdjęcie wymaga ostrości, a czasami ta ostrość kompletnie psuje zamierzony efekt. Nie mówię, że powyższe zdjęcie jest idealne, ale chcę powiedzieć, że moim zdaniem mniej ostre zdjęcie czasami staje się lepsze w odbiorze. Zdjęcie to zostało zrobione obiektywem Samyang 85 / 1.4, który uważam za ostry. Dlatego by naturalnie zmiękczyć obraz wykonałem je z drugiego pokoju przez szybę w oknie, która dzieliła pokoje ?. Dodatkowo ważnym elementem było rozmieszczenie rekwizytów. Pamiętajmy – zawsze warto dbać o szczegóły. Nieraz trzeba powtórzyć scenę przez taki szczegół właśnie mimo, że wszystko inne (mina modelki, światło, itp.) jest wręcz perfekcyjne. Dlatego uważamy, że większość rzeczy zagrała w tej scenie idealnie: sterta tematycznych książek, na książkach odłożone pudełko zapałek, kartka otwartego zeszytu spoczywa na podstawie lampy naftowej, a w tle majaczy stara, zniszczona ściana.

Poniżej nieco inne podejście – zdjęcie ostre w nieco jaśniejszej scenerii. Zwróćcie proszę uwagę na to jak delikatnie światło oświetla postać modelki. Moim zdaniem użycie tutaj lampy błyskowej nie było potrzebne.

Fot.Wiesław Chalota.

No to pierwsze zdjęcia za nami. Teraz pora na nieco szersze kadry. Pomysł był na ujęcie postaci oraz całego sprzętu jaki przytargaliśmy z Krakowa ?.
Wiesiek: Tutaj szczególnie zwróciliśmy uwagę na detale – rozkład rekwizytów, które znajdowały się na stole oraz w szafie z tyłu. Najważniejsze było poprawne ustawienie lampy, tak by światło ładnie modelowało postać modelki oraz ocieplało fotografowaną scenę. Dodatkowo ważne było, żeby menzurki i naczynia szklane były wypełnione cieczami. Proszek znajdujący się w naczyniu stojącym obok lampy został lekko rozsypany na stół. Reszta rzeczy jak na przykład wydostający się z menzurek dym został dorobiony w postprodukcji ?. Tak – nie jest to zdjęcie w pełni naturalne. Nie jesteśmy zwolennikami mocnej manipulacji zdjęciami, ale zdecydowanie nie jesteśmy jej przeciwnikami – pod warunkiem, że zostanie to wspomniane podczas prezentacji zdjęcia.

85 mm, F: 1.4, T: 1/125s

Poniżej prezentujemy nieco szerszy kadr:

Fot. Wiesław Chalota.

Podsumowując ta część sesji na prawdę się udała. Było dokładnie tak, jak powinno być na każdym plenerze: było troszeczkę pracy, mnóstwo śmiechu, radości i dobrego jedzenia – bo jak zwykle mieliśmy ze sobą grilla.
Po zakończeniu fotografowania chemiczki na piętrze, posprzątaliśmy wszystko ładnie i przenieśliśmy się na dół – do piwnicy ?. Tam znaleźliśmy niesamowity klimat: ciemne pomieszczenia rodem z filmów grozy, zniszczone, jakby podrapane ściany oraz niesamowicie grube mury. Niezwykłe, przerażające wręcz miejsce. Własnie teraz do mnie dotarło, że tak na prawdę mało udało nam się tam sfotografować, bardzo mało. Powodem tego był fakt, że powoli krótki zimowy dzień zbliżał się do końca ?. Jednak jeden kadr się ostał, który nawiasem mówiąc naszym zdaniem nie jest zły. Zanim jednak do niego dojdziemy, to prezentujemy jedną klatkę z piwnicy. Sami oceńcie proszę jak prezentuje się to miejsce:

Jedno z pomieszczeń w piwnicy.

Jeżeli chodzi o sesję w piwnicy to moim zdaniem, troszeczkę polegliśmy. Przyczyn było wiele: zmęczenie po noszeniu mebli, bardzo ciemne pomieszczenia, niska temperatura. Ale mimo to udało się coś wymyślić ?.
Spośród wszystkich miejsc w piwnicy jedno przyciągało najmocniej. To stare okno, które wewnątrz ozdobione było ogromnymi pajęczynami, a na zewnątrz kratami. Zdecydowanie wymarzone miejsce na mocną sesję. Nie mieliśmy zbyt dużo czasu, bo jak wspomniałem wcześniej powoli zbliżał się koniec dnia. Dlatego poszliśmy w klasykę. Modelka trzymając lampę naftową siedzi na grubych fundamentach piwnicy, która w domyśle może być traktowana jako jej wiezienie.
Mimo presji czasu zdjęcie na prawdę nam się podoba.

50mm, F: 4.0, T: 1/5s.

Wiesiek: Po zrobieniu tego zdjęcia, żeby wykorzystać maksymalnie czas tam spędzony, zrobiliśmy ponowny rekonesans i powiem Wam, że mamy na prawdę kilka niezłych naszym zdaniem pomysłów na kolejne sesje – o ile ktoś  w międzyczasie nie wpadł na pomysł zamknięcia tego budynku ?.
Niestety jest taka obawa, ale na niektóre rzeczy wpływu nie mamy. Zresztą jak to z nami bywa, nawet zamkniecie tego budynku pewnie nas nie powstrzyma przed zrobieniem w nim jeszcze jakiejś na prawdę fajnej sesji.

Tymi kadrami chcielibyśmy zamknąć ten wpis. Dziękujemy Wam za spędzony wspólnie czas oraz jak zwykle zapraszamy na nowe wpisy. Na koniec chciałbym jeszcze wspomnieć, że nie był to koniec sesji, a raczej byliśmy w 2/3 sesji. Co było później? O tym dowiecie się wkrótce. Dla zachęty dodamy tylko, że Mnich powrócił – i to w całkiem niezłej scenerii! Na pewno będziecie bardzo zadowoleni ?.

Pozdrawiamy
Ekipa www.whenlighthitsground.com

This Post Has 2 Comments

Leave a Reply

Close Menu