W poszukiwaniu latających puszek. Axalp 2019

W poszukiwaniu latających puszek. Axalp 2019

Tak się wszystko jakoś poskładało, że w zeszłym roku udało mi się w końcu pojechać na mityczne pokazy Axalp w Szwajcarii, wtajemniczeni na dźwięk tego słowa dostają czegoś na kształt orgazmu ?, i trudno im się dziwić, bo któż nie chciałby oglądać i fotografować latających blaszanych puszek w alpejskiej scenerii na wysokości ponad 2 200 m n.p.m.? Dla wszelkiego rodzaju spotterów wyjazd na Axalp to spełnienie marzeń.

Niewtajemniczonym wypada wyjaśnić czymże jest Axalp, że budzi aż taki entuzjazm pośród miłośników fotografii lotniczej. Otóż geograficznie – jest to niewielki przysiółek, położony niemalże w samym centrum Szwajcarii, w jej górskim sercu. Rozległa polana na wysokości około 1 500 m n.p.m. – zimą stanowi ośrodek narciarski, latem natomiast jest miejscem wypadowym służącym do eksploracji okolicznych szczytów Tschingel, Axalphorn czy Wildgärst, z których podziwiać można piękno alpejskich widoków i które zresztą są w czasie pokazów punktami obserwacyjnymi dla spotterów (osób obserwujących oraz fotografujących pokazy lotnicze). Impreza odbywa się nieopodal jednego z najpiękniejszych zakątków Szwajcarii – niewielkiego miasteczka Lauterbrunnen, usytuowanego w niesamowicie urokliwej  dolinie Lauterbrunnental, która jest bardzo częstym motywem fotograficznym, spotykanym na tysiącach zdjęć w internecie. Rokrocznie, w pierwszych dwóch tygodniach października, tuż po zakończeniu wypasu owiec w Axalp odbywają się pokazy lotnicze, będące niczym innym, jak ćwiczeniami szwajcarskich sił powietrznych Schweizer Luftwaffe. Warto tutaj wspomnieć, że ćwiczenia te odbywają się z użyciem ostrej amunicji, a przelatujące nad publicznością samoloty strzelają do tarcz usytuowanych w różnych punktach – co tworzy niesamowite i niezapomniane widowisko, obfitujące w sporą dawkę adrenaliny i wrażeń.

I choć nie jestem zapalonym spotterem i fotografuję przeważnie górskie pejzaże, to Axalp był zawsze takim niespełnionym celem, czymś co nieustannie odkładałem w czasie. Miejscem, w które zawsze chciałem pojechać. Co roku rozprawialiśmy: „A pojechałoby się kiedyś na Axalp”, pooglądał by człowiek to, o czym tyle słyszał, o czym tyle czytał. W październiku 2019 roku w końcu udało się spełnić to marzenie i ruszyć na podbój Szwajcarii. Zaczęło się od propozycji brata oraz informacji, że noclegi już zaklepane – trzeba tylko zebrać ekipę i można jechać.  Pozostała zatem kwestia szybkiej decyzji, pakowanie i wyjazd. Nie zastanawiałem się długo. Jedyną przeszkodą był brak teleobiektywu i w przypadku gdyby nie udało się go pożyczyć, mój wyjazd stanąłby pod znakiem zapytania. Na szczęście obiektyw udało się wypożyczyć w jednym z krakowskich sklepów, okazyjnie też udało się kupić bilety do Monachium, skąd wypożyczonym samochodem „zaatakowaliśmy” Szwajcarię. Celem podróży było niewielka, niezwykle malownicza wieś Iseltwald położona między górami nad brzegiem jeziora Brienzersee, w kantonie Berno. Usytuowana pomiędzy dwoma lotniskami: Flugplatz Meiringen (Meiringen Air Base – skąd startują samoloty biorące udział w pokazach) oraz Interlaken-Matten (uśpiona baza wojskowa wykorzystywana do celów cywilnych), była znakomitym punktem wypadowym na główną arenę działań, czyli wzniesienia Tschingel oraz polanę pod Axalp Horn.

Zeszłoroczny Axalp miał odbywać się w dniach 9-10.10.2019. Wspomnieć należy, że każdy oficjalny pokaz poprzedzony jest treningami, które przeprowadzane są niekiedy znacznie wcześniej – co oznacza, że praktycznie z początkiem października należy spodziewać się próbnych lotów. Dlatego też warto na całą imprezę zarezerwować sobie co najmniej kilka dni i przyjechać wcześniej, ponieważ loty ćwiczebne bywają czasem ciekawsze niż pokazy właściwe. Trzeba również pamiętać, że mamy do czynienia z ćwiczeniami przeprowadzanymi w górach, gdzie brak odpowiedniej pogody może sprawić, że właściwe pokazy nie odbędą się w ogóle, co wielokrotnie miało miejsce jak na przykład w 2019 roku. My byliśmy na tyle przezorni, że do Iseltwald dotarliśmy w niedzielę (06.10), co pozwoliło nam na wzięcie udziału w jednym z najlepszych pokazów, jakie dotychczas odbyły się w Axalp.

W poniedziałkowy poranek początkowo planowaliśmy skupić się na eksploracji bazy wojskowej w Meiringen i tam ewentualnie porobić zdjęcia maszyn wyciąganych z hangarów. W związku z tym wcześnie rano zameldowaliśmy się nieopodal pasa startowego, mimo, że nie było żadnych informacji czy cokolwiek oderwie się od ziemi. Na lotnisku przywitała nas głucha cisza, brak jakichkolwiek działań, czegoś, co choćby w najmniejszym stopniu wskazywało na to, że samoloty wzbiją się i wykonają jakiś nawet krótki treningowy lot. Postanowiliśmy pojechać w górę, by zobaczyć miejsce jutrzejszego treningu i – jak to się mówi – zbadać teren. Niestety nadal nie byliśmy pewni czy cokolwiek wystartuje, czy chociaż jedna maszyna oderwie się od ziemi. Po zaparkowaniu samochodu na niewielkim parkingu, kolejką na oszronionych jeszcze krzesełkach wyjechaliśmy do jej górnej stacji, skąd rozpoczęliśmy podejście w kierunku wzniesienia. Gdy już dotarliśmy do ramienia prowadzącego na Tschingel – w oddali słychać było warkot śmigłowca, który co chwilę wznosił się siadając na niewidocznym dla nas wzniesieniu i z powrotem zlatywał do doliny. Manewr ten powtórzył kilkakrotnie, co zwiastowało, że tego dnia jednak odbędą się treningi i będzie można zobaczyć coś ciekawego. Nie myliliśmy się – jeszcze jak byliśmy na podejściu swój pokaz rozpoczął turbośmigłowy Pilatus PC 21, co sprawiło, że przyspieszyliśmy kroku, by jak najszybciej znaleźć się na optymalnych pozycjach, umożliwiających zrobienie ciekawych zdjęć. Doszliśmy praktycznie do końca strefy przeznaczonej dla widowni, co oznaczało, że jesteśmy w bardzo dobrym miejscu. Teraz już wszystko pozostawało w naszych rękach ?.

Pilatus PC 21.

Po przelocie Pilatusa rozpoczęła się prawdziwa zabawa – do akcji wkroczyły cztery wielozadaniowe samoloty myśliwskie McDonnell Douglas F/A-18C Hornet, które dały niezapomniany pokaz możliwości strzeleckich kilkukrotnie przelatując przez dolinę i strzelając do tarcz ulokowanych w różnych punktach. Wszystko to odbywało się w niesamowitej alpejskiej scenerii na tle potężnych skalistych ścian.

McDonnell Douglas F/A-18C Hornet.

 

McDonnell Douglas F/A-18C Hornet.

 

McDonnell Douglas F/A-18C Hornet.

 

McDonnell Douglas F/A-18C Hornet.

Tego dnia odbyły się dwie serie pokazów: przedpołudniowa i popołudniowa, które trwały po około półtorej godziny, pokazy solistów (Pilatus PC-21, F/A-18C Hornet), a także trening zespołu akrobacyjnego szwajcarskich sił powietrznych „Patrouille Suisse”, który odbywał się na samolotach myśliwsko-bombowych Northrop F-5E Tiger II pomalowanych w narodowe barwy Szwajcarii.

Northrop F-5E Tiger II.

Zeszłoroczny Axalp pod względem atrakcyjności należał do jednego z najlepszych pokazów w historii. Wszystko to dzięki niesamowitym warunkom atmosferycznym, ponieważ chyba pierwszy raz przeloty odbyły się przy całkowicie ośnieżonych szczytach, gdyż od niedzielnego wieczora obficie padał deszcz, a w wyższych partiach gór śnieg. Dodatkowo powietrze po opadach było wilgotne, co zwiastowało feerię niesamowitych efektów. Początkowo pogoda nie zachęcała do ruszenia w górę, ale z każdą chwilą robiło się coraz ładniej, w związku z czym nie było innego wyjścia jak tylko iść. Ci, którzy nie zdecydowali się tego dnia wyruszyć na miejsce pokazów zapewne będą żałować tej decyzji do końca życia, albowiem nie było dotąd Axalpu w zimowej scenerii i z taką ilością efektów towarzyszących przelotem. W poniedziałkowe przedpołudnie, a także później, w ciągu całego dnia pokazów, można było podziwiać całe serie oderwań, iryzacji, fal uderzeniowych oraz obłoków Prandtla-Glauerta. Przelatujące samoloty niekiedy całkowicie znikały w pióropuszach oderwanej od skrzydeł skroplonej pary wodnej, tworzącej niesamowite formy. Stosunkowo duża wilgotność i słoneczna pogoda sprawiły, że pokazy obfitowały w liczne iryzacje (rozszczepiające się światło, tworzące tęczowe smugi), a dzięki szybkim przelotom, z prędkościami zbliżonymi do prędkości dźwięku zaobserwować było można również obłoki Prandtla-Glauerta. Wtorkowy, oficjalny trening przed pokazami, które miały się odbyć w środę i czwartek, choć miał swój urok – nie był w stanie pod żadnym względem dorównać temu, który odbył się w poniedziałek. Początkowo pogoda była mocno niesprzyjająca – ciemne zachmurzone niebo, wiejący wiatr i mżawka nie nastrajały optymistycznie. Dopiero po południu rozpogodziło się, jednak szczyty niestety niemal całkowicie pozbawione były śniegu. O efektach z poniedziałku można było zapomnieć.

Tak oto wyglądały dwa dni na Axalp, dni jakże różniące się od siebie! Zdecydowanie w pamięci pozostanie jednak ten pierwszy, który wielu uczestników regularnie przybywających na pokazy okrzyknęło najlepszym pokazem w historii. Kolejnym etapem pobytu w Szwajcarii było przeprawienie się do Zermatt i krótki trekking po Alpach Berneńskich wraz z podziwianiem widoku góry gór – czyli Matterhornu, ale to zupełnie odrębna historia, którą być może przedstawię w kolejnych wpisach.

Dzięki wielkie za poświęcony czas i zapraszam do galerii ?.

Pozdrawiamy
Ekipa www.whenlighthitsground.com

This Post Has 4 Comments

  1. Avatar

    Z ciekawości jaki teleobiektyw pożyczono i wykorzystano?

  2. Avatar

    Hej,

    obiektywu jakiego użyłem to Nikkor AF-S 200-500mm f/5,6E ED VR, jeśli chodzi o aparat to Nikon D750.

    Pozdrawiam,
    Wojtek

    1. Avatar

      Nie ma sprawy w razie dalszych pytań pisz śmiało.

      Pozdrawiam,
      Wojtek

Leave a Reply

Close Menu