Sesja w Króliku Wołoskim

Sesja w Króliku Wołoskim

Pamiętacie jeszcze te zimy, gdy zamiast deszczu padał śnieg, a zamiast szaroburej pluchy brodziło się po kolana w białym puchu (zanim łopaty poszły w ruch ?)? Im starszy jest mój pesel tym z większym rozżewnieniem wspominam te czasy (DJ BoBo, Commodore i zaspy śnieżne – co lepiej charakteryzuje lata 90-te?). Może dlatego, że byłem wtedy piękny i młody, a teraz zostało mi tylko… “i”. No ale dość o mnie. Wracamy do zimy… Od kilku dobrych lat, gdyby nie kalendarz, ciężko byłoby ja w ogóle zauważyć. Coś tam nieśmiało popruszy i zaraz potem chlapa… Na szczęście są jeszcze miejsca, o których zima nie zapomina. Jednym z takich miejsc jest południowo-wschodni zakątek województwa podkarpackego (całkiem niedaleko miejsca, w którym się urodziłem i wychowałem), a dokładniej – Królik Wołoski (teraz zabawię się w Wikipedię) – dawna wieś łemkowska w gminie Rymanów, powiat krośnieński, która podczas akcji Wisła została wysiedlona. Miejsce wyjątkowo urokliwe o każdej porze roku, ale najbardziej klimatyczne własnie w zimie . Prawdziwą perełką jest murowana cerkiew grekokatolicka pw. Przeniesienia relikwii Św. Mikołaja (zbudowana w 1843 r.). W czasie w którym robiliśmy sesję cerkiew była w remoncie – dlatego nie nacieszyliśmy oczu jej pięknym wnętrzem. Obok cerkwi znajduje się stary cmentarz, który również jest odrestaurowywany.
Miejsce wybrane, zima dopisała – można rozpocząć akcję “Mnich”. Pomysł zrodził się już znacznie wcześniej, zaraz po tym jak Wiesiek “załatwił” wykorzystany przez nas strój mnicha. Na miejsce pojechaliśmy przygotowani jak nigdy: sprzęt, przebranie, lampiony (jako rekwizyty), grill ?. Okazało się, że śniegu w nocy jeszcze przybyło ?. Mnóstwo śniegu, mroczna, ponura aura, idealna na sesję (w miarę jednorodnie naświetlona scena, bez dużej rozpiętości tonalnej) – czego chcieć więcej? Jako że w habicie mi nie do twarzy w postać mnicha wcielił się Wiechu (ładnemu we wszystkim ładnie ?). Przyznaję – oskarowa rola ?! Poniżej takie małe bakcstage…

Fot. Krótkie konsultacje ?.

 

Fot. Jeszcze tylko łyk ciepłej herbaty…

 

Fot. I do działa ?


Założenie było dość proste – sfotografować mnicha, który przebijając się przez zaspy śnieżne wraca z cowieczornych modłów. Wiedzieliśmy, że jest to stosunkowo prosta scena, ale jeżeli odpowiednio sfotografowana (z odpowiednim tłem, przy odpowiedniej aurze, oraz przy odpowiedniej głębi ostrości) może dać nam niesamowity efekt. Prób było wiele. Fotografowaliśmy z przodu świątyni, z tyłu, na cmentarzu. Powstało wiele zdjęć, które chcielibyśmy Wam zaprezentować.

Jako pierwsze przedstawiamy zdjęcie z przodu.

Fot. 85mm, F: 2.0, T: 1/160, ISO: 100.

Kolejne na cmentarzu za cerkwią.

Fot. 85mm, F: 1.4, T: 1/20s, ISO: 500.

Oraz zdjęcie z tyłu, za cerkwią – chcieliśmy wykorzystać to piękne, majestatyczne drzewo.

Fot. 85mm, F 2.8, T: 1/100.

Nie wiem czy podzielacie moje odczucia, ale jak patrzę na to zdjęcie to od razu rzuca mi się w oczy ciekawy rozkład głębi ostrości – to dzięki użyciu specjalnego szkła ze zmienną płaszczyzną ostrości. Brzmi to może jakoś dziwnie, ale tak na prawdę jest to bardzo prosta konstrukcja na którą składa się stare średnioformatowe szkło 85 / 2.8 zamocowane na specjalnie zaprojektowanej elastycznej przejściówce zrobionej z kawałka gumy ?. Jeżeli ktoś zainteresowany jest takim szkłem to niech poszuka “Freestyler Volna 80/2.8” a na pewno znajdziecie wiele przykładów zdjęć z takiego zestawu. Fotografowanie takim szkłem jest bardzo ciekawe. Zamocowane do aparatu pozwala nam na dowolną zmianę płaszczyzny ostrości poprzez wyginanie szkła w określonym kierunku. W efekcie otrzymujemy dowolnie zaprojektowany przez nas rozkład głębi ostrości. Zdecydowanie nie jest to szkło do codziennego użytku, ale czasami na prawdę dobrze jest go mięć ?.
To właśnie użycie tego szkła pozwoliło nam na otrzymanie takiego efektu nieostrości w górnej części kadru na powyższym zdjęciu. Czy jest to fajny efekt czy nie zależy pewnie od preferencji każdego z nas. W przypadku tego zdjęcia ten “vintage style” się na prawdę dobrze sprawdza. Dodatkowo umieszczenie postaci pomiędzy dwoma ważnymi elementami kadru: drzewem oraz murami świątyni powoduje, że kadr wydaje się być kompletny. Do tego padający śnieg dodaje ciekawego efektu.

Spośród wszystkich rzeczy składających się na ten kard o których pisałem powyżej jest jedna która jest najważniejszą i którą chciałem omówić na samym końcu. Jest to sama postać. Nie jesteśmy profesjonalistami i naszym inscenizacjom wiele jeszcze brakuje ale od początku zdawaliśmy sobie sprawę jak kluczowe będę tutaj detale. Ale o tym może opowie Wiesiek bo to on przywdział szaty mnicha.

Wiesiek: No tak, to mi przyszło przebrać się za mnicha więc opowiem Wam o moich odczuciach. Tak jak Michał wspomniał wcześniej, kluczem są detale – nie pamiętam już nawet ile zdjęć z tej sesji poszło do kosza, bo coś nie grało. O dziwo prawie zawsze chodziło o jakaś drobną rzecz jak: ułożenie kaptura, zbyt mocne odsłonięcie twarzy, niewidoczny krzyżyk, który cały czas miałem na ręce, czy nawet niepoprawnie zawiązany i zwisający na pasie sznur. Z mojej perspektywy żeby takie zdjęcie wyszło musi być spełnionych parę ważnych założeń. Po pierwsze dobrze by było jakby postać zdawała się być starsza, to zawsze dodaje powagi – w tym celu posłużyliśmy się laską, która momentalnie dodaje postaci lat. Po drugie starsza osoba powinna wykazywać oznaki zmęczenia przedzierając się przez śnieg w tym stroju – stąd poza, która sugeruje “powolność” tej osoby – prawa ręka stara się podnosić suknię habitu, lewa zaś dzierży laskę. No i krzyżyk, ważne żeby było go widać. Lekkie przesunięcie ręki powodowało, że zlewał się z laską albo suknią. Prób było wiele – zdaję sobie sprawę, że nie jest to scena do ambitnego filmu, ale jak coś już robimy i zadajemy sobie trud by podczas śnieżycy późnym jak na zimę wieczorem jechać na koniec świata to powinniśmy się przyłożyć. Mam nadzieję, że ta sesja nam się udała. Osobiście uważam, że jak na amatorów to daliśmy radę.

Dobrze to ująłeś, wiele zdjęć poszło do kosza przez szczegóły. Dlatego staraliśmy się przyłożyć do nich. Kurde Wiesiek wiesz co – ja Ci powiem, że zarąbistym pomysłem było zabranie grilla. Było zimno, padał śnieg, było ciemno i bez odpoczynku i posiłku byśmy tam chyba polegli! Wiesiek: Tak, nie wyobrażam sobie tej sesji bez ciepłego jedzenia i przede wszystkim bez ciepłej herbaty! Nawet mam zdjęcie jak wpierniczasz głodny kurczaka ?, czy to może ryba była … ?

Fot. Nie zatankujesz, nie pojedziesz…


Hehehehehe ?, Panie – to był udany plener.

Wiesiek: Mamy nadzieję, że wpis się Wam podobał. Na koniec dodam jeszcze, że to nie jest koniec “Przygód Mnicha”. Mamy jeszcze kilka moim zdaniem na prawdę niezłych kadrów z michem w roli głównej, które tutaj na pewno zaprezentujemy. Dlatego zapraszamy na kolejne wpisy, na pewno pojawi się jeszcze klika ciekawych zdjęć oraz historii z nimi związanych. Miałem tego nie pisać i nie spojlerować, ale mamy: sesje z michem, sesję z dziadkiem, sesje z modelką w starej opuszczonej willi, sesję rodem z horroru a nawet sesję z użyciem stroju wojsk chemicznych wykonaną na rynku krakowskim. Jest tego na prawdę sporo. Dodatkowo – fotografujemy wspólnie już wiele lat i przydarzyło się nam w tym czasie na prawdę wiele przygód. Będzie co czytać ?.

Pozdrawiamy
Ekipa www.whenlighthitsground.com

This Post Has 2 Comments

  1. Avatar

    No ciekawe i dosc niespotykane! Zazwyczaj na stronach pojawiaja sie same zdjecia a tu inaczej-historie opisane ,sa dodatkowo zilustrowane .Dobrze sie to prezentuje i rokuje na przyszlosc. Bede zagladal od czasu do czasu bo juz ciekawia mnie kolejne historie.

    1. Michał Mikoś

      Dzięki wielkie – mamy nadzieję, że opisy spodobają się odwiedzającym. Ale też zapewne pojawią się tutaj recenzje sprzętu, akrytukuły itp.
      Pozdrawiam i dzięki
      Michał

Leave a Reply

Close Menu