Dzisiaj mamy dla Was zdecydowanie coś specjalnego – praktyczny test jednego z niesamowitych szkieł należącego do grupy tych “specjalnych”. Ale o tym bliżej opowie Wam Szymon Wójcik. Szymon jest jednym z członków whenlighthitsground oraz moim dobrym kolegą (znamy się od dziecka ?) i ma na koncie wiele niesamowitych zdjęć poczynając od krajobrazów, poprzez portrety na makro kończąc ?. Oj czuję, że to będzie dobry czas dla naszego bloga.
Szymon przez ostatnie parę lat przerobił taki ogrom tego rodzaju szkieł, że w przyszłości na pewno wykorzystamy jego wiedzę w tym temacie by pomógł nam wybrać jakieś ciekawe szkła, które moglibyśmy następnie przetestować w naszych sesjach oraz inscenizacjach. A teraz zapraszam do artykułu.
Primoplan 58 f/1.9 to doskonały, zabytkowy wręcz obiektyw, stosowany obecnie najczęściej do zdjęć zbliżeniowych i portretów. Produkowano go w latach 1952 – 1959 z zakładach Meyer – Optik w ówczesnym DDR, który to wytwarzał w późniejszych latach znane przez wielu fotografów obiektywy takie jak Trioplany, czy Pentacony.

Dane przedstawione przez producenta wyglądają następująco:
– waga – 170 g,
– mocowanie – M42 lub typu Exacta,
– min. odległość ogniskowania (testowane z aparatami ASPC Nikona przez przejściówkę M42/Nikon F):
– 45 cm,
– 75 cm przy montażu z soczewką umożliwiającą ostrzenie na nieskończoność,
– max. odległość ogniskowania przy mocowaniu jedynie na adapterze M42 – 170 cm,
– średnica filtra – 49 mm,
– wartość przysłony – f/1.9-f/22,
– konstrukcja optyczna – 5 soczewek w 4 grupach,
– przysłona 13-listkowa,
– obudowa aluminiowa

Czym więc wyróżnia się ten już leciwy sprzęt na tle konkurencji? Przede wszystkim lepszym kontrastem i rozdzielczością zdjęć w porównaniu do obiektywów z niższych półek cenowych, jak chociażby Heliosy. Szkło daje coś, co jest w ostatnich latach mocno poszukiwane, czyli oryginalne tło. W przeciwieństwie do różnych produkcji japońskich, czy radzieckich, efekt drugiego planu, czyli bokeh, jest najbardziej zbliżony do osławionego Trioplana 100 f2.8, będącego najpopularniejszym obiektywem do tworzenia bajkowych ujęć. Okręgi w tle posiadają ostre krawędzie, czego nie da się osiągnąć innymi substytutami Trioplanów. Tu prawdopodobnie leży przyczyna wysokiej ceny; poza tym szkiełko prezentuje się naprawdę kolekcjonersko, jest małe, solidnie zbudowane i łatwo nim operować.

Przysłona zbudowana z 13 listków pozwala na jej przymykanie z zachowaniem nadal kolistych odblasków na drugim planie, co jest zwykle niemożliwe do osiągnięcia w obiektywach z przysłoną 8-listkową. Pamiętać należy, że przymykając przysłonę zwiększamy głębię ostrości, co z jednej strony ułatwia uchwycenie całego ostrego obiektu (motyla, kwiatu, etc.) bez stackowania, z drugiej jednak sprawia, że tło jest bardziej widoczne i liczba oraz rozmiar “kółeczek” na drugim planie znacznie spada. W Primoplanie myślę, że nie warto przymykać więcej niż do f2.8, gdyż powyżej efekt drugiego planu zniknie całkowicie, a nasze zdjęcia nie będą się różnić od innych wykonanych tańszymi obiektywami. Obsługa jest przyjemna, przysłona chodzi płynnie i precyzyjnie, a niewielkie rozmiary sprawiają, że zawsze jest na niego miejsce w plecaku.

Kolejna zaleta to fakt, iż można uzyskać ostrość detali na otwartej przysłonie, czyli f1.9. W tanich obiektywach M42, jak przykładowo większości Heliosów nowszej serii, również można otrzymać ostry obraz na tzw. “pełnej dziurze”. Zdjęcia są jednak nieco mniej kontrastowe i przede wszystkim na drugim planie nie będziemy mieć wyraźnych “kółeczek”.
Pamiętajmy, że wiele obiektywów ze stajni Meyer – Optik na otwartej przysłonie nie będzie dawać ostrych jak żyleta zdjęć, o czym możemy przekonać się fotografując Trioplanami o dłuższej ogniskowej. Obraz jest w miarę ostry, jednak ustępuje pod względem jakości zdjęciom wykonanym współczesnymi obiektywami portretowymi.

Jeśli chcemy otrzymać bardzo ostre zdjęcia z Primoplana fotografując małe obiekty, na przykład owady dobrze byłoby je robić ze statywu. Oczywiście o poranku przemieszczające się słońce powoduje, że musimy działać szybko i często mamy zaledwie 1-2 minuty czasu na idealne ujęcie, zanim tło straci na atrakcyjności. To zmusza nas do fotografowania z ręki, gdzie niezbędne jest precyzyjne ostrzenie, które w nowszych lustrzankach można uzyskać wykorzystując tryb Live View. Przy przysłonie f1.9 w Primoplanie musimy pamiętać, aby główny obiekt (owad lub kwiat), na którego ustawiamy ostrość, znajdował się idealnie równolegle do płaszczyzny matrycy (albo prostopadle do osi optycznej obiektywu). Unikniemy wówczas konieczności przymykania otworu przysłony lub robienia zdjęć w serii i składania wszystkich w całość techniką stackingu. Po przymknięciu do f/2.4 dostajemy już obraz o rewelacyjnej ostrości z nadal zadowalającą ilością kółeczek w tle.

Jakość obrazu jest naprawdę dobra, o czym świadczą zdjęcia w tym artykule. Fotografowanie odległych obiektów (znajdujących się w “nieskończoności”) jest możliwe jedynie po zastosowaniu specjalnej soczewki, którą montuje się między obiektyw, a korpus lustrzanki. Jest to niezbędny zabieg, gdyż maksymalna odległość ogniskowania Primoplana na moim Nikonie d5500 to ledwo 170 centymetrów, więc poza bliskim portretem i zdjęciami dzieci na więcej sobie nie pozwolimy. Nie załączyłem jednak żadnego zdjęcia tego zestawu, gdyż okazuje się, że zakupiona za około 50 zł soczewka pozwalająca ostrzyć na nieskończoność, mocno psuje obraz zarówno pod kątem barw, jak i wyglądu dalszego drugiego planu. Ostrość głównego obiektu w tym zestawie również była słaba. Efekt był zdecydowanie najgorszy ze wszystkich obiektywów M42, z którymi używałem tej „magicznej soczewki” (8 różnych modeli Heliosa, Pentacon 50 f/1.8 i kilka innych tanich szkieł). Możliwe, że z innymi modelami aparatów ów niekorzystny efekt jest mniej widoczny.

Wadą omawianego obiektywu jest zbyt duża minimalna odległość ostrzenia – około 45 cm z moim Nikonem D5500 (w porównaniu do większości obiektywów M42), co trochę przeszkadza przy tworzeniu zdjęć zbliżeniowych, gdy fotografujemy małe obiekty. Wówczas nasz główny motyw, przykładowo niewielkich rozmiarów motyl, jest zbyt mały i często ginie w kadrze. Zastosowanie pierścieni pośrednich z tym przypadku zbyt drastycznie zmniejsza odległość minimalną (nawet montaż 1 pierścienia 12 mm), ale świetnie sprawdzają się soczewki nasadkowe makro o mocy od +1 do +4 dioptrii.

Na uwagę zasługuje fakt, że szkło to stosowane było również do kręcenia filmów. Nie jest to oczywiście zaskoczeniem, gdy weźmie się pod uwagę jego wspaniały efekt tła. Powłoki antyrefleksyjne działają dobrze, jednak nie można ich porównywać do współczesnych konstrukcji. Fotografując pod słońce spadek kontrastu, a tym samym i kolorystyki jest porównywalny do tego jaki zaobserwowałem w dobrych egzemplarzach Heliosa z serii M; jak na przykład 77m-4, czy 44m-7. Efekt flary pojawia się dopiero, gdy słońce świeci wprost w obiektyw i w większości sytuacji nawet niewielki ruch sprzętem powoduje pozbycie się odblasków. W Primoplanie flara nie ma jednak ostrych krawędzi, jak ma to miejsce w przypadku tańszych szkieł z mocowaniem M42 i w niektórych okolicznościach może być ciekawym artystycznym dodatkiem. Pamiętajmy jednak, ze pracując pod słońce widoczny będzie spadek kontrastu. Kluczowe jest tu więc szukanie ujęć, w których nie nastąpi spadek kontrastu, a kontrowe światło da nam typowy dla Primoplana drugi plan.


Czytając opinie użytkowników dowiemy się, że nie da się ustawić ostrości Primoplanem na nieskończoność w zestawie z pełnoklatkowymi lustrzankami z użyciem soczewki, ponieważ możliwe jest uszkodzenie lustra aparatu. Soczewka, o czym już pisałem jest tutaj słabą opcją, a montaż na lustrzankach Nikona lub innych wiązał się będzie z niewielką maksymalną odległością roboczą. Natomiast montaż na przejściówce w zestawie z aparatami bezlusterkowymi pozwala ostrzyć na nieskończoność bez stosowania dodatkowej optyki psującej jakość obrazu. Szczególnie dobrych efektów można spodziewać się, gdy wspomniany obiektyw użyjemy z “pełnoklatkowymi” aparatami oraz w przypadkach kiedy jesteśmy w stanie precyzyjnie ustawić ostrość na główny motyw zdjęcia (jak na przykład oko owada bądź szczegóły roślin w zdjęciach zbliżeniowych).


Obecna cena tych obiektywów jest znaczna; jest to rzadki sprzęt, który w dodatku trudno dostać w dobrym stanie, bez uszkodzeń, grzyba, czy różnych artefaktów na soczewkach. Cena egzemplarzy, które nie posiadają powyższych wad zaczyna się od około 1000 zł i kończy nawet na 2000 zł (ceny na www.ebay.de). Na polskich aukcjach internetowych Primoplan 58 f/1.9 jest obiektywem rzadko spotykanym. Najłatwiej zakupić go więc u naszych zachodnich sąsiadów. W 2013 roku na Kickstarterze ruszyła akcja wznowienia produkcji tego obiektywu. Zebrana kwota pozwoliła na stworzenie współczesnej wersji legendarnego sprzętu, dostępnego w 4 mocowaniach do wszystkich popularnych systemów. Obecnie nowe egzemplarze możemy nabyć w cenie około 1000 Euro. Niestety nie było mi dane go testować, ale zapewne ostrzy jak typowa portretówka, dając dodatkowo fajny drugi plan.


Czy warto więc kupić ten obiektyw? Z pewnością tak, szczególnie jeśli jesteśmy miłośnikami zdjęć zbliżeniowych. Kadry z Primoplana 58 różnią się od zdjęć z Trioplana 100 odmienną perspektywą. Trioplan ze względu na swoją dłuższą ogniskową i minimalną przysłoną f2.8 daje wycinek otoczenia z mocno spłaszczonym jednolitym tłem właśnie w postaci dużej ilości ukochanych kółeczek.

W zalewie setek podobnych kadrów Primoplan jest lekiem na nudę i standardowe ujęcia. Przy krótszej ogniskowej i większym otworze przysłony nasze kadry nabiorą większej plastyczności, a same zdjęcia zbliżeniowe pokażą więcej otaczającego środowiska. Szczerze polecam ten obiektyw wszystkim czytelnikom whenlighthitsground!
Pozdrawiamy
Ekipa www.whenlighthitsground.com